czwartek, 07 maj 2015 13:35

E-Motywacja

Napisane przez Piotr Brzózka
E-Motywacja
E-Motywacja
www.it-pb.pl

Kształcenie na odległość, to to forma kształcenia, w której nie musimy zachować jedności miejsca i czasu. Co to oznacza dla uczestnika e-zajęć?

W sumie sporo wygody. Może uczyć się w dowolnym miejscu niekoniecznie przy komputerze, może również wybrać czas, kiedy zamierza „usiąść” do nauki. Dzisiaj, przy bardzo dynamicznie rozwoju m-learningu, sieci komórkowych i smartfonów nasz „dostęp” do e-kształcenia mieści się praktycznie w kieszeni. W tym momencie pojawia się pytanie - jak więc wygląda w takim modelu rola prowadzącego?  W przypadku zajęć stacjonarnych wszystko jest jasne i określone. Prowadzący jest obecny „fizycznie” podczas zajęć. Słuchacz może liczyć na dodatkowe tłumaczenie czy rozwianie wątpliwości w przypadku trudniejszych zagadnień. Jego rola to również ciągłe motywowanie i podtrzymywanie uwagi. Jakie posiada środki? W dużym uproszczeniu od budzenia śpiących na ławkach do oceniania. Oczywiście jest to ogromne uproszczenie. Dobry prowadzący pracuje dowcipem, przekazem niewerbalnym i wręcz „całym sobą”. Potrafi wyczuć chwilę znudzenia na sali i odpowiednio zareagować. Widzi, co się dzieje i reaguje. Przemilczam sprawę motywowania do nauki w domu, bo tutaj zbliżamy się do problemów identycznych jak w przypadku kształcenia zdalnego.

Po tym przydługim wstępie dochodzimy do motywowania i zachęcania w przypadku e-learningu. Przysłowiowe „pół biedy”, jeżeli prowadzimy webinaria. Tam nas przynajmniej widać, ale co z zajęciami prowadzonymi asynchronicznie za pomocą platformy e-learningowej np. Moodle.

Po ponad dziesięciu latach pracy zdalnej z młodzieżą i dorosłymi stwierdzam, że nie ma gotowych przepisów jak wybrnąć z problemu motywowania uczestników e-kursów. Każdy kurs jest inny, każda grupa wiekowa jest inna i jeżeli ktoś myśli, że trudniej utrzymać motywację podczas zajęć zdalnych u dzieci niż u osób dorosłych to jest w błędzie. Co możemy, więc wymyśleć?

Po pierwsze postarajmy się o właściwych odbiorców, czyli osoby mocno zmotywowane do ukończenia szkolenia. Jeżeli zaobserwujemy statystyki szkoleń prowadzonych na platformie to szybko można zauważyć, że początkowo wszyscy cechują się dużą aktywnością. Klikają, w co popadnie, jednak z czasem aktywność zaczyna maleć i w przypadku sporej części osób zamiera zupełnie, co kończy się rezygnacją z zajęć. Cóż mamy na to poradzić? Po pierwsze bądźmy świadomi, że tak po prostu jest i znajduje to potwierdzenie w badaniach. Po drugie przyłóżmy się do naszego e-szkolenia i postarajmy się, aby jego użytkowanie przypominało dobry film. Czyli zadbajmy o narastające napięcia i odpowiednie „momenty”. No dobrze znowu powracamy do pytania - jak?

Starajmy się:

• Uczyć przez aktywności nie przez zasoby. Nie kopiujmy Wikipedii do naszych kursów. Większość informacji teoretycznych jest już w sieci, może z wyłączeniem naprawdę unikalnych dziedzin. Co więcej, jeżeli posiadamy kurs zawierający zadania, test i teorię to polecam przestudiowanie statystyki. Okazuje się, że w większości przypadków do teorii nikt nie zagląda. Wszyscy od początku atakują testy i zadania. Najlepiej starać się „ukryć” teorię w informacji zwrotnej do testów lub celowo odwrócić kolejność w kursie - najpierw uruchomić testy a dopiero później udostępnić materiał teoretyczny. Nie ma nudy - nie ma zniechęcenia, a nie czarujmy się czysta teoria dla większości odbiorców to również czysta nuda.

• Uruchamiać kurs fragmentami. Dlaczego? Po pierwsze, aby nie zniechęcić i nie przytłoczyć ilością materiału. Po drugie, aby samemu nie zwariować. Jeżeli uruchomicie w kursie 10 aktywności z pewnością znajdzie się kilka osób, które te dziesięć aktywności uruchomi, nie oczekując oczywiście nawet pozytywnego efektu. Dodatkowo słuchacz, który ponosi porażki będzie się dużo szybciej zniechęcał.

• Unikać długich szkoleń. Większość ludzi to sprinterzy. Dużo łatwiej utrzymać e-uwagę przez tydzień niż przez dwa miesiące szkolenia. Czasami lepiej podzielić szkolenie na kilka odrębnych kursów.

• Budować poczucie własnej wartości u kursanta. W imię wyższych celów dobrze jest posunąć się do…. małego oszustwa. W pierwszych częściach szkolenia dobrze jest umieścić stosunkowo proste zadania. Po ich rozwiązaniu uczestnicy nabierają wiary we własne siły.

• Komunikować się. A właściwie to komunikować się, komunikować się i jeszcze raz komunikować się. Nie dopuścić do sytuacji, w której słuchacz poczuje się osamotniony. Przygotować sobie na potrzeby szkolenia szablony wiadomości chwalące i motywujące do pracy. Informować słuchaczy o wszystkich wydarzeniach, jakie rozegrają się w kursie. Pytać i oferować pomoc. Nie jest to proste zagadnienie, ale naprawdę należy się starać.

• Przyznawać nagrody. Nic tak nie cieszy i nie motywuje jak nagrody. Ponieważ w przypadku platform e-learningowych są one głównie przyznawane w formie plików graficznych nie oszczędzajmy. Starajmy się przyznać jak najwięcej odznak, nagród - jak to zwał tak zwał.

• Tworzyć rankingi i pozwalać na rywalizację. Rywalizacja jest naturalną potrzebą samorealizacji, jeżeli więc to możliwe pozwólmy na nią. Oczywiście nie zawsze możemy. Są grupy użytkowników, które pod wpływem presji, jaką tworzy rywalizacja mogą się wycofać, ale czasami naprawdę warto zaryzykować. Jak motywują rankingi np. w przypadku testów? Cóż w przypadku młodzieży nikt nie chce być ostatni. Jeżeli ustawimy test z opcją zapisu najlepszej oceny, bez limitu podejść to jest spora szansa, że uczestnicy będą starali się poprawić, tak, aby nie odstawać od czołówki.

• Indywidualizować treści. Nic tak nie zniechęca jak… nuda. Postawmy się w roli słuchacza e-szkolenia. Jeżeli trafiam w kursie na materiał, który znam - nudzę się. Odwrotna sytuacja, kurs staje się niezrozumiały, jest zbyt trudny – zniechęcam się. Jak przeciwdziałać takim sytuacjom?  Wprowadzamy indywidualizację procesu nauczania poprzez warunkowy dostęp do poszczególnych elementów kursu. Każdy otrzymuje to, co akurat jemu jest potrzebne. Dostęp możemy uwarunkować oczywiście wzglądem poziomu za pomocą testów.

• Stosować zadania praktyczne i symulacyjne oraz grywalizację, (choć osobiście jestem wrogiem powszechnego nadużywania tego słowa). Bez gadających głów, bez masy teorii bez… nudy. Dużo lepiej odbieramy przykłady praktyczne, z życia wzięte i za ich pomocą przekazujemy teorię. Możemy np. tłuc do głów budowę komputera. Część po części, element po elemencie, ale ten sam materiał możemy przedstawić na przykładowej usterce dopisując do niej cały scenariusz wydarzeń związany z jej usunięciem.

Aktywizacja i motywacja jak się okazuje często idą w parze. Warto jednak pamiętać, że utrzymanie zainteresowania e-kursantów z wielu powodów staje się coraz trudniejsze. Nowe media, wszechobecny „migawkowy” tryb życia i przyzwyczajenia kreowane przez nowe technologie nie ułatwiają życia e-learningowym szkoleniowcom. Wszystko w sieci jest szybkie, łatwe i przyjemne, a my staramy się uczyć. Cóż nikt nie mówił, że utrzymanie uwagi słuchaczy podczas zdalnego kursu jest proste, ale też nikt nie mówił, że jest niemożliwe. Przy odrobinie zaangażowania wspomaganego doświadczeniem można osiągnąć naprawdę wiele.

Artykuły powiązane